Traveligo.pl

Dołącz do 127.000 zadowolonych klientów, którzy podróżowali z nami od 2004 roku.

Infolinia i rezerwacja: tel. 0 801 407 406

Infolinia i rezerwacja (abonenci spoza TP SA oraz sieci kom.): tel. 0 22 517 16 00

Biuletyn

Najnowsze informacje o najlepszych promocjach oraz ofertach last minute prosto na Twoją skrzynkę.

Jesteśmy laureatem nagrody Mazowiecka Firma Roku

Jesteśmy laureatem RANKINGU SKLEPÓW INTERNETOWYCH Money.pl i Wprost 2010

Herbatka na Saharze, czyli zapiski z Egiptu


Niniejszy artykuł to zbiór wspomnień i refleksji z podróży po Egipcie, którą odbyliśmy na przełomie października i listopada. Przedstawiamy swoisty rodzaj "zapisków na pudełku od zapałek". Oto, co najbardziej utrwaliło się nam w pamięci podczas tego wyjazdu.

 

Kair


Beata: Wyglądał niesamowicie nocą, z okna samolotu - inna galaktyka. Gdy zeszliśmy na ziemię, rzeczywistość nie była już taka bajkowa. Pierwsze wrażenia? Mieszane. Faceci w sukienkach (nazywają je galabiją), kobiety w chustach na głowach, często z zakrytymi twarzami. Wszyscy niezwykle przyjacielscy, zewsząd słyszeliśmy "Welcome in Egypt!", czasami z dodatkiem "my friend". "Friendem" zostawało się tam automatycznie, był to niemalże synonim słowa turysta. Tak więc, zanim się spostrzegłeś, otaczały cię rzesze przyjaciół, o bardzo materialnym jednak podejściu do życia.


Michał: Kair to szalone miasto. Nie ma żadnych reguł, każdy robi to, co mu się podoba. Na ulicach zamęt, hałas, symfonia klaksonów, morze taksówek i legiony Arabów. Na głównym placu at-Tahrîr wszystko dzieje się z kilkukrotnym przyśpieszeniem. Musisz mieć oczy dookoła głowy, by nie wpaść pod któryś z pędzących autobusów, a jeśli chcesz jechać - wskakuj. To ty powinieneś uważać, o czym każdy kierowca przypomina ci klaksonem. A kierowców są tysiące i każdy uważa, że ma pierwszeństwo. W tej sytuacji przeprawa na drugą stronę ulicy wymaga nie lada sprawności i mocnych nerwów.


Kair to tłum krzykliwych Arabów na ulicy, na bazarze i w kawiarni. Kair to pędzące tasówki, których kierowcy - tego nigdy nie byłem pewien - chcieli nas podwieźć czy rozjechać? Ale ten właśnie Kair to miasto pełne egzotyki, która - gdy wieczorem siedzisz w kawiarni przy jednej z bocznych uliczek i spożywając falafel obserwujesz codzienne życie tych ludzi - wydaje się tak bliska, że tylko schylić się i czerpać garściami. To miasto, które nigdy nie zasypia, żyje swym neurotycznym rytmem przez większą część doby. Czasami ciężko było nadążyć.

W Kairze czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Nie tylko za dnia i na głównych ulicach, ale także i wieczorem. Nie mieliśmy żadnych przykrych przygód.

 

Islam


Beata: Nigdy wcześniej nie byłam w kraju arabskim i pomimo małego wywiadu przed podróżą wśród tych, którzy byli, nie wiedziałam, czego mam do końca oczekiwać. Początek był jak kubeł gorącej wody. Przede wszystkim żadnych krótkich spodenek! Od kilku lat obserwuje się w Egipcie zwrot Islamu ku bardziej ortodoksyjnym formom. Było mi więc bardzo gorąco, ale przynajmniej mogłam zwiedzać bez żadnych przeszkód nawet te części meczetów, które przeznaczone były tylko dla mężczyzn. Na pytanie, czy nie będę przeszkadzała modlącym się, usłyszałam "no problem"; nie było też problemu z robieniem zdjęć. Odpowiedzią na wszystkie wątpliwości było magiczne słowo "bakszysz", w tłumaczeniu z arabskiego - "podziel się majątkiem". W rzeczywistości są to opłaty, które ponosi się na każdym kroku i dosłownie za wszystko.


Zwiedziliśmy mnóstwo meczetów. W samym Kairze jest ich chyba kilkadziesiąt. Pomijając wspaniałą architekturę, niesamowita jest panująca tu atmosfera bezpieczeństwa, przytulności. Myślę, że powodem, dla którego warto choć raz pojechać do islamskiego kraju, jest śpiew muezinów. Zwłaszcza rano, swoista "muezinów pobudka". Wrażenie jest ogromne, gdy w budzącym się piętnastomilionowym mieście słychać tylko śpiew dobiegający kolejno z różnych meczetów. To jedyne spokojne chwile Kairu, póżniej zaczyna się istne klaksonowe piekło.

 

Aleksandria


Beata: Zupełnie inna niż Kair, geograficznie i kulturowo znacznie bliższa Europie. Kilka milionów ludzi mniej, kilka tysięcy mniej samochodów. W końcu nie musieliśmy walczyć o życie przechodząc przez ulicę.
Przy dużej dozie szczęścia znaleźliśmy je w pierwszej knajpie. "Stella" - rodzime i zarazem jedyne piwo dostępne w Egipcie. Gatunki są dwa, ale tylko ten eksportowy da się przełknąć. W restauracji byliśmy jedynymi gośćmi. Obsługiwało nas czterech kelnerów, a każdy oczekiwał napiwku. Zamówiliśmy jedną butelkę, którą kończyliśmy z trudem przy asyście czterech par oczu. Była to nasza pierwsza i na szczęście ostatnia "Stella".


Oaza Siwa


Michał: Po krótkim, bo tylko dwudniowym pobycie w Aleksandrii postanowiliśmy wyruszyć dalej, do Siwa. Siwa była naszą miłością od pierwszego wejrzenia. Najwspanialsi w Siwa byli ludzie. Szczęśliwi, szczerzy i oddani. Siwa to kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych gajów palmowych, cudowne widoki na otaczającą oazę od południa pustynię piaszczystą i wspaniałe zachody słońca w bajkowej scenerii. Mieszkańcy Siwa sprawiają wrażenie ludzi nie skażonych jeszcze cywilizacją końca XX wieku. Kiedy po dwugodzinnym pobycie w restauracji chcieliśmy zapłacić, gospodarz powiedział, że nie pamięta, co zamawialiśmy, więc sami musimy sobie przypomnieć, podliczyć i zapłacić. Innym razem pewien wesołek pełniący funkcje kelnera, wdzięcząc się do nas, dopiero po chwili zorientował się, że leje herbatę nie do szklanki, lecz obok, na tacę. To jednak było nieistotne, bo tutaj życie smakuje inaczej, czas płynie inaczej, czujesz się szczęśliwy po prostu dlatego, że widzisz dookoła zadowolonych z życia ludzi.


Herbatka na Saharze


Michał: Większa część Sahary to hamada, pustynia kamienista. Jej powierzchnia pokryta jest odłamkami skalnymi, tworzącymi rodzaj bruku aż po horyzont, gdzie niebo stapia się z rozgrzaną ziemią. Zupełnie brak tu roślinności. Drobny materiał został wywiany, a kamienie pokryte są ciemnym lakierem pustynnym. Są ostre jak odłamki szkła. O zachodzie słońca docieramy do prawdziwej pustyni piaszczystej. To niesamowite przeżycie. Nie masz pojęcia, czym jest cisza, jeśli nie byłeś tam sam, pośród piasków i wydm. Żadnego podmuchu wiatru, żadnego odgłosu kroków, żadnych słów, słyszysz tylko jak krew płynie w żyłach, słyszysz jak słońce praży, jak płynie czas, nic ponad to. Wiatr formuje wydmy w niezwykłe kształty, pcha je naprzód - często na drogę, utrudniając przejazd. Kilkakrotnie boso wyskakujemy z samochodu i wypychamy go z piasku. Podobno wjazd na wydmę wymaga znajomości odpowiedniej techniki. Trzeba wiedzieć, pod jakim kątem wjeżdżać, z jaką prędkością i tak dalej. O zmroku robi się zimno, naprawdę zimno. Rano, śniadanie, jeszcze kilka zdjęć i ruszamy w drogę. W końcu dotarliśmy do oazy Farafra.

 

Oaza Farafra to przede wszystkim Sahara Abieda, White Desert lub Biała Pustynia, jak kto woli. Zabierze nas tam Hassan, właściciel dwóch restauracji i czarnego jeepa. Biała Pustynia oddalona od oazy jakieś 50 kilometrów na północ, to księżycowy krajobraz stworzony przez najdoskonalszego artystę - naturę. Śnieżna biel wapiennych ostańców raziła oczy, ale obraz był zbyt piękny, by je zamykać. Do zachodu słońca cieszyliśmy się tym widokiem, a potem - przy ognisku i herbacie - długo rozmawialiśmy. Postanowiliśmy wracać dopiero, gdy byliśmy już zziębnięci i głodni. Żona Hassana obiecała przygotować kolację.

 

Jedzenie


Beata: Zdecydowanie zbyt tłuste i ostre. Z naszej trójki tylko Michał to wytrzymywał, on był także najbardziej skory do różnych kulinarnych eksperymentów. Przestrzegano nas przed jedzeniem warzyw i owoców. Na pewno bezpieczne były tylko cytrusy. Kusiły jednakże owoce bardziej egzotyczne np. gruszkopodobne gujawy, a także surowe daktyle.

 

Bezpieczeństwo


Beata: Zdumiewająca jest ilość wojska, żandarmerii i policji na ulicach oraz w miejscach, gdzie mogą znaleźć się turyści, a więc praktycznie wszędzie. My czuliśmy się całkiem bezpiecznie. W sumie widok 12 policjantów kierujących ruchem na kairskim skrzyżowaniu, na którym przecież działały światła, może być nawet zabawny.

 

Wodny świat

 

Beata: Dahab był dla nas Ziemią Obiecaną. Do Dahab dotarliśmy wieczorem, wrażenie było niesamowite. Ogromna turystyczna wioska, z zapleczem kilkunastu campów oferujących mini-chatki i jedną nadmorską ulicą pełną kafejek i sklepików. Wszystko tętniące życiem. Całkowita swoboda, w końcu mogłam się poruszać bez zwyczajowej męskiej obstawy i trochę opalić nogi. Rafy, niestety, nie można opisać. Człowiek kładł się na wodzie i jakiś metr pod nim roztaczał się zupełnie inny, bajecznie kolorowy świat. Prawie nie wychodziliśmy z wody.

 

Jedną z nocy spędziliśmy wspinając się na górę Synaj. Ponownie odczuliśmy chłód nocy. Ale świt był przepiękny.

 

Beata Bilińska i Michał Dmochowski

Geozeta - relacje z niezwykłych podróży


Felietony z tego kraju:


Akceptujemy płatności:

Copyright © 2004 - 2012 Grupa Traveligo Sp. z o.o.

Jeśli szukają Państwo najlepszego sposobu na spędzenie wakacji, prosimy o zostawienie wiadomości wraz z mailem i nr tel. Konsultanci TraveliGo.pl pomogą wybrać wycieczkę spełniąjącą wszystkie Państwa wymagania.

Wyślij »

Message