Traveligo.pl

Dołącz do 127.000 zadowolonych klientów, którzy podróżowali z nami od 2004 roku.

Infolinia i rezerwacja: tel. 0 801 407 406

Infolinia i rezerwacja (abonenci spoza TP SA oraz sieci kom.): tel. 0 22 517 16 00

Biuletyn

Najnowsze informacje o najlepszych promocjach oraz ofertach last minute prosto na Twoją skrzynkę.

Jesteśmy laureatem nagrody Mazowiecka Firma Roku

Jesteśmy laureatem RANKINGU SKLEPÓW INTERNETOWYCH Money.pl i Wprost 2010

n.p.m. 05/2011

n.p.m. 05/2011

W najnowszym numerze magazynu m.in.:

 

Lista grzechów głównych
Z reguły zaczyna się od szarlotki w schronisku. Potem jest Giewont, a dla wytrwałych Rysy lub Orla Perć. Kolejny krok to Gerlach i trasy wspinaczkowe. Niezależnie, w jakim miejscu tej drogi jesteśmy, przygoda z wysokimi górami i tak zaczyna się w Tatrach. A tu obowiązują dwie normy – prawo natury i prawo wyznaczone przez ludzi. To drugie budzi wśród turystów dużo kontrowersji. Zwłaszcza w polskich Tatrach zakazów jest wiele.
Są naszym dobrem narodowym. W tej kwestii sporów nie ma i nigdy nie było. Chociaż w porównaniu z Alpami są niewysokie i stosunkowo niewielkie. W 1954 roku powstał Tatrzański Park Narodowy. Utworzono go sześć lat po czechosłowackim odpowiedniku. Od tego czasu o tym, kto, gdzie i co może w polskich Tatrach, decyduje regulamin parku. Niezależnie, czy się z nim zgodzimy, czy będziemy mieli swoje zdanie, musimy pamiętać, że nie jest on tylko dla nas. Pisany jest także dla tych, którzy w Tatry wejdą w przyszłości. Zgodnie ze słowami Jalu Kurka, który przed laty pisał: „Oto Tatry opętane mitologią. Tu nie mają nic do roboty sprawy ludzkie”.

Krótki kurs ojcingu
Wyruszasz pierwszy na szlak. Słońce ledwo co wstało, kiedy rozpoczynasz podejście. Tymczasem z lasu wyłaniają się dwa duchy. Zdyszane niemal zbiegają z góry. Czy wiesz, że to ojcingowcy?
Jeśli od lat chodzisz po górach, a w Twoim życiu „nagle” (czyli po dziewięciu miesiącach oczekiwania) pojawił się mały, wrzeszczący człowieczek, wiesz już, jak to jest. Poczucie obowiązku, chęć bycia z dzieckiem, brak czasu czy… stanowcza małżonka – nieważne, efekt jest ten sam, serce wyje z tęsknoty za górami.

Mnich i spółka
Mnich i spółka to doświadczona firma z tradycjami. I choć nie jest typową spółką cywilną, tysiące cywili pragną ją zobaczyć. Daleko jej do klasycznej spółki z o.o., gdyż nie ponosi żadnej odpowiedzialności za tragedie rozegrane na jej ścianach. Mimo, że nikt nie śledzi jej poczynań na giełdzie, jej notowania nieustannie idą w górę dzięki nowym zastępom taterników. Po prostu – Mnich i spółka. Czy trzeba pisać coś więcej? Ano trzeba!

Jeden dzień, trzy doliny
Na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej najciekawsze tereny kryją się w wąwozach. Tak pięknych widoków jak tam próżno szukać w innych częściach Polski. Zatem nawet jeśli się nie wspinasz, koniecznie zajrzyj do tutejszych dolinek.
W dolinki Jury mam bardzo blisko, ledwie 30 kilometrów. Mimo to, jakoś tak się zawsze składa, że zupełnie mi do nich nie po drodze. W efekcie ostatni raz byłem tam tak dawno, że zupełnie już tego nie pamiętam.
– Trzeba to naprawić! – z takim postanowieniem i wyrzutami sumienia, że nie wykorzystuję potencjału swojej najbliższej okolicy, wieczorem w przededniu wycieczki siadam nad mapą Jury.
Wnikliwie ją studiuję, by dobrze zaplanować trasę. Na północ od Zabierzowa teren powoli się wznosi, by za Radwanowicami, Karniowicami i Kobylanami jeszcze śmielej skierować się ku górze, tworząc płaskowyż, przez który przebijają się wąwozy z licznymi wapiennymi ścianami. To właśnie owe słynne dolinki.
Plan jest następujący: w ciągu jednego dnia chcę odwiedzić jak najwięcej wąwozów. Startować będę w Karniowicach. Sieć szlaków jest tu dość gęsta i jeśli nałoży się na nią także te oznaczone jako rowerowe, można dostać oczopląsu, próbując ułożyć najsensowniejszą marszrutę. Po kilku chwilach udaje się jednak stworzyć zarys wędrówki, której głównymi atrakcjami będą doliny: Bolechowicka, Będkowska i Kobylańska.

Rycerze, chłopi i wieża

Beskidzkie szlaki od prawie roku nie spotkały się z podeszwami moich butów. Przyszedł zatem w końcu czas, aby odświeżyć tę starą znajomość. Zwłaszcza że chciałem dołożyć kolejny diamencik do mojej małej Korony Gór Polski. Gdzie indziej zacząć taką wędrówkę, jeśli nie w Rytrze, niewielkiej wsi pomiędzy dwoma największymi pasmami owego Beskidu?
Jak mi się zazwyczaj w takich sytuacjach zdarza – zaspałem. W rezultacie, zamiast o szóstej, ostatecznie wyjeżdżamy o siódmej trzydzieści. Mknąc wspólnie z Michałem drogą z Bochni do Nowego Sącza, staramy się nadrobić stracony czas. Silnik wyje niemiłosiernie, ale skutecznie zagłuszamy go radiem i po półtorej godziny jazdy docieramy do Rytra.
Zatrzymujemy się na parkingu pod stokiem narciarskim, głównie dlatego, że na pewno jest darmowy, ale także znajduje się przy niebieskim szlaku, który będzie ostatnim fragmentem koła, jakie mamy dziś zamiar zatoczyć. Przy dźwiękach nart szurających po zmrożonym podłożu ubieramy stuptuty. Mimo wczesnej godziny, na stoku znajdują się już pierwsze ranne ptaszki, szusujące na warstwie sztucznego śniegu. Gdy opuszczamy parking, pojawia się na nim autokar wypełniony feriowiczami. Cóż za ulga, że się minęliśmy!

Akceptujemy płatności:

Copyright © 2004 - 2012 Grupa Traveligo Sp. z o.o.

Jeśli szukają Państwo najlepszego sposobu na spędzenie wakacji, prosimy o zostawienie wiadomości wraz z mailem i nr tel. Konsultanci TraveliGo.pl pomogą wybrać wycieczkę spełniąjącą wszystkie Państwa wymagania.

Wyślij »

Message